Utracone chwile [36]

Chociaż sądzimy, że fotografia pozwala nam na walkę z czasem, jest to wierna sojuszniczka przemijania. Pozornie utrwalając dawne wydarzenie, tak naprawdę utrwala ona zapadanie chwili w nicość. W rezultacie patrząc na zdjęcie, przywołujemy coś, co już nigdy nie wróci.

36 (2012) Nawapol Thamrongrattanarit

Magiczny czas

Sai i Oom spotykają się w opuszczonym budynku, który ma zostać wykorzystany przy kręceniu filmu. Ona jest specjalistka do spraw lokacji; przez cały czas nosi przy sobie aparat, którym dokumentuje wnętrze obiektu pod każdym możliwym kątem. On – nieśmiałym dyrektorem artystycznym, który ma ocenić, czy pomieszczenie spełnia wymagania reżysera.

Chociaż Oom jest skrępowany obecnością dziewczyny, stopniowo coraz bardziej się do niej zbliża. Przeszukując wnętrze budynku, para prowadzi intymne rozmowy, zacieśniając wieź. Po skończonym dniu pracy, bohaterowie filmu 36 Nawapola Thamrongrattanarita (2012) wchodzą na dach hostelu, gdzie pogrążają się w poetyckim uroku chwili. Chociaż do tej pory Oom nie chciał pozować do zdjęć, tym razem prosi Sai, aby go sfotografowała. Dziewczyna robi mu zdjęcie, a następnie ustawia w aparacie samowyzwalacz, który fotografuje ich razem. W kolejnych tygodniach para nadal pracuje razem, doprowadzając do powstania 4, 697 cyfrowych obrazów. W końcu Oom wyjeżdża, a Sai przenosi uwagę na inne projekty.

Realiści, do których należę i do których należałem już w chwili, gdy twierdziłem, że Fotografia jest obrazem bez kodu (choć oczywiście kody wpływają na odczytanie) – nie uważają wcale Fotografii za »kopię« rzeczywistości, ale za emanację rzeczywistości minionej, za magię, nie sztukę.

Zastanawiać się, czy fotografia jest analogiczna, czy kodowana – to nie jest właściwy kierunek analizy. Ważne jest, że zdjęcie ma siłę potwierdzania i że potwierdzenie Fotografii odnosi się nie do przedmiotu, lecz do czasu. Z fenomenologicznego punktu widzenia zdolność poświadczania autentyczności bierze w Fotografii górę nad zdolnością przedstawiania.

Roland Barthes

Wymykające się bycie

Zwykle zakładamy, że fotografia utrwala przeszłość. Warto jednak zwrócić uwagę, że w pewnym sensie jest odwrotnie. Utrwalając chwilę na zdjęciu, uwydatniamy jej ulotność. W codziennym doświadczeniu chwile postępują jedna za drugą – czas pozostaje wewnętrznie spójny. Zdjęcie stanowi natomiast coś, co zakłóca jego naturalny ruch. To nie tylko obraz minionego wydarzenia: to wycinek czasu. Przyglądając się fotografii, dostrzegamy wyjątkowość każdej chwili. Zdajemy sobie sprawę, że czas nie jest jednorodny, lecz składa się z dyskretnych momentów.

Dosłownie rzecz biorąc, zdjęcie jest emanacją przedmiotu odniesienia. Od rzeczywistego ciała, które tu było, pobiegły promienie, które dotykają mnie – mnie, który tu jestem. Nieistotna jest długość trwania przekazu; zdjęcie osoby, której już nie ma, dociera do mnie jak zbłąkane promienie gwiazdy. Tak jakby coś w rodzaju pępowiny łączyło ciało fotografowanej rzeczy z moim spojrzeniem. Światło, chociaż niedotykalne, jest tutaj środowiskiem cielesnym, naskórkiem, który dzielę ze sfotografowanymi: z nim lub z nią.

Roland Barthes

Każda chwila, w której świadomie uczestniczymy, koncentrując się na teraźniejszości, natychmiast zapada w przeszłość. Chociaż technologia daje nam poczucie kontroli, przy bliższym wejrzeniu okazuje się ono złudne. Nie chodzi tu jedynie o ograniczenia techniki cyfrowej, która – zapewniając wrażenie wiecznotrwałości – pozostaje użyteczna tak długo, jak długo urządzenia i systemy zachowują sprawność. Szczególnie ważne jest to, że nawet posiłkując się technologią, wciąż nie kontrolujemy czasu, biegu rzeczy, subiektywnych znaczeń, samej egzystencji. Pozostajemy zdani na bycie, które wiecznie nam się wymyka.

Utracona przeszłość

Gdy ponownie wkraczamy do świata wykreowanego przez Thamrongrattanarita, Sai zajmuje się już poszukiwaniem innej lokacji. Zjawiając się pod wskazanym adresem, dziewczyna pojmuje, że budynek, który pragnął wykorzystać reżyser, został zburzony. Bohaterka przypomina sobie jednak podobne miejsce, którym można go zastąpić. Aby zaproponować je reżyserowi, musi zacząć od odnalezienia przedstawiającego obiekt zdjęcia.

Ponieważ jej praca wymaga, aby robiła tysiące zdjęć, Sai gromadzi je na dyskach twardych. Każdy dysk jest przyporządkowany do jednego roku. Poszukując zdjęć dla reżysera, bohaterka filmu 36 zdaje sobie sprawę, że pochodzą one z 2008 roku (tego samego, w którym poznała Ooma). Kiedy podłącza odpowiedni dysk do komputera, dostrzega, że urządzenie uległo uszkodzeniu. To oznacza, że dziewczyna nie straciła dostępu jedynie do zdjęć lokacji. Przepadły również jej zdjęcia z chłopakiem.

Nie mając innego wyboru, Sai oddaje dysk do naprawy. Gdy przychodzi go odebrać, dowiaduje się, że na części odzyskanych fotografii widnieje szary pasek. Nie wszystkie z nich nadają się do oglądania. Rozmawiając ze znajomym, który jej pomógł, bohaterka wyznaje, dlaczego tak jej na nich zależy. Przeglądając fotografie, zaczyna wspominać swoje pierwsze spotkanie z Oomem. Gdy po skończonej pracy weszli na dach hostelu, wszystko było wyjątkowe: ułożenie chmur, ulotne widoki, rozwiane włosy. Dzisiaj, gdy nie mają już kontaktu, pozostało jej jedynie kilka jego zdjęć.

Bolesne wspomnienia

Chociaż sądzimy, że fotografia pozwala nam na walkę z czasem, w rzeczywistości jest to wierna sojuszniczka przemijania. Z tego punktu widzenia łatwo zrozumieć, dlaczego oglądanie starych zdjęć potrafi być tak bolesne. Pozornie utrwalając dawne wydarzenie, fotografia utrwala zapadanie chwili w nicość. Patrząc na zdjęcie, które jest dla nas ważne, w pewnym sensie przywracamy dawne wrażenia, powracamy do przeszłości. Przywołujemy je jednak jako coś, co już nigdy nie wróci.

Fotografia nie przypomina przeszłości (zdjęcie nie ma w sobie nic proustowskiego). W jej działaniu na mnie nie chodzi o odbudowanie czegoś, co runęło (w wyniku działania czasu, odległości), lecz jedynie o poświadczenie, że to, co widzę – naprawdę istniało. Jest to efekt doprawdy okropny. Zawsze zatem Fotografia mnie dziwi, i to zdziwieniem, które trwa i ponawia się niewyczerpanie.

Roland Barthes

Ludzkie doświadczenie składa się z tego, co unikalne, bezpowrotnie przemijające. Chociaż zwykle o tym nie myślimy, fotografia pozwala wybrzmieć temu z całą mocą. Wycinając z czasu pojedyncze chwile, uwydatnia ona ich niepowtarzalność. Chociaż drogi Sai i Ooma już się rozeszły, teoretycznie mogliby oni ponownie spotkać się na starym dachu. Byłoby to jednak inne spotkanie: spotkanie w innych okolicznościach, w którym wzięliby udział odmienieni ludzie, zanurzeni w nowych sferach subiektywnych znaczeń.


Roland Barthes (1915-1980)

Roland Barthes portret

Francuski filozof, krytyk literacki, przedstawiciel poststrukturalizmu. Wcześnie stracił ojca, wychowany przez matkę i ciocię. Ze względu na problemy zdrowotne (gruźlica) często przerywał studia na Sorbonie. Przez całe życie trzymał się na uboczu Akademii, pracując w Instytutach Francuskich we Francji, Rumunii i Egipcie, a także pisząc do magazynów Combat i Tel Quel. Opublikował zbiór esejów pt. Mitologie, w których analizował systemy znaczeń przypisanych do codziennych wydarzeń, przedmiotów i czynów. Z trudem przeżył śmierć matki, publikując Dziennik żałobny oraz analizując jej stare zdjęcie w Świetle obrazu. Potrącony przez ciężarówkę, zmarł po miesiącu w szpitalu.

Źródła:
1. R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. J. Trznadel, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008, s. 37, 144, 146.
2. San Diego Asian Film Festival 2017 [kadr z filmu].

Jestem doktorem filozofii, pisarzem, copywriterem i pasjonatem kina. Wpisy na blogu mają formę 1:1. Co tydzień omawiam w nich jeden filozoficzny wątek, wykorzystując jeden film jako ilustrację.

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Site Footer

Sliding Sidebar

Media społecznościowe

Bądź na bieżąco