Surrealizm śmierci [Alpy]

Ponieważ wizje życia pozagrobowego noszą wyraźne piętno ludzkiej wyobraźni, osoby niewierzące odnoszą się do nich niechętnie. Czy perspektywa ateistyczna, która opiera się na uznaniu śmierci za bezwzględny koniec istnienia, jest jednak dla nas bardziej przystępna?

Alpy (2011) Yórgos Lánthimos

Surrealizm śmierci

Znajomy człowiek jest dla nas podmiotem duchowym, kimś unikatowym. Dobrze się z nim rozumiemy, wiemy, że martwi się o swój los. Jeżeli śmierć stanowi koniec istnienia, pociąga jednak za sobą coś więcej, niż rozkład ciała. Postrzegana z perspektywy ateistycznej oznacza ona, że druga osoba znika na wieczność, ginie po niej wszelki pozasymboliczny ślad. Czy takie przekonanie mieści się w granicach ludzkiej wrażliwości? Czy umiemy je świadomie zaakceptować?

W zdaniu: »Ona już więcej nie cierpi«, do czego, do kogo odsyła »ona«? Co znaczy ta teraźniejszość?

Roland Barthes

Jeżeli śmierć wiązałaby się z przenosinami do innego świata lub wcieleniem w nowe stworzenie, moglibyśmy ją zrozumieć. Jeżeli jednak śmierć wyznacza absolutny koniec podmiotowości istoty, którą znamy właśnie w jej podmiotowym wymiarze, staje się ona czymś niepojętym.

Zastępowanie zmarłych

Film Yórgosa Lánthimosa z 2011 roku opowiada o grupie pracowników firmy Alpy, którzy oferują swoje usługi rodzinom zmarłych. Po odnalezieniu odpowiednich klientów, członkowie Alp wcielają się w role nieżyjących osób, upodabniając się do nich za pomocą charakteryzacji, wypowiadanych kwestii (dziadku, zobacz, piękny kubek na twoją kawę lub herbatę), zachowań i nawyków. Ponieważ klienci Alp boleśnie przeżywają niedawną stratę, wsparcie członków grupy pozwala im na wypełnienie powstałej w ich życiu pustki.

Jak wskazuje przywódca grupy, Mont Blanc, objaśniając znaczenie jej nazwy, chociaż szczyty Alp nie mogą zostać zastąpione przez inne góry, ze względu na swoją wysokość, urodę i majestat same są w stanie zastępować wszystkie pozostałe.

Ból nieobecności

Gdy jeden z członków Alp wciela się w postać zmarłego męża starszej kobiety, który właśnie zbiera się do pracy, kobieta zapewnia, że po powrocie poda mu ulubiony obiad, a następnie dodaje: nie wiem, co bym bez niego zrobiła.

Chociaż interakcje członków grupy z rodzinami zmarłych sprawiają wrażenie surrealistycznych, ich surrealizm nie ustępuje surrealizmowi samej śmierci. Gdy bliska osoba umiera, ziemia się rozwiera, a my zaglądamy w piekielną czeluść. Dowiadujemy się wówczas, jak intensywne potrafi być poczucie cudzego nieistnienia. Pustka staje się paląca i namacalna.

Uderzony niepojętą naturą nieobecności: a przecież pali ona i rozdziera. Dzięki temu lepiej rozumiem abstrakcję: jest nieobecnością i bólem, bólem nieobecności […].

Roland Barthes
Filozoficzne filmy o religii – czytaj więcej

Złudzenie unikatowości

Film Lánthimosa nie opowiada jednak wyłącznie o śmierci, lecz również o ludzkiej unikatowości jako złudzeniu. Jest próbą jej demitologizacji, postawienia w jej sprawie istotnych pytań.

Gdy obcujemy z drugim człowiekiem, czujemy, jakbyśmy dobrze go znali, przenikali jego unikalną podmiotowość na wylot. W rzeczywistości znamy go jednak w ograniczonym stopniu: znamy swoje doświadczenie drugiego człowieka, nie jego samego, pragniemy z nim przebywać, nie musząc go rozumieć. Z tego punktu widzenia jego unikatowość sprowadza się do zbitki pewnych cech, preferencji, nawyków, specyficznych gestów. Wystarczy je odtworzyć, aby powołać jego osobowością głębię do istnienia.

A jeśli mnie ktoś kocha dla mego rozumu, dla mej pamięci, czy kocha mnie? Nie, ponieważ mogę stracić te przymioty, nie tracąc samego siebie.

Gdzież jest wtedy owo ja, jeśli nie jest ani w ciele, ani w duszy? I jak kochać ciało lub duszę, jeśli nie dla tych przymiotów, które nie stanowią tego, co tworzy moje ja, skoro są zniszczalne?

Czyż bowiem mógłby ktoś kochać istotę duszy jakiejś osoby w sposób oderwany, bez względu na jej przymioty? To nie jest możliwe i byłoby niesłuszne. Nie kochamy tedy nigdy osoby, ale jedynie przymioty.

Blaise Pascal

Gdy przyjaciel zmarłego mężczyzny pojawia się u Mont Blanca, żeby skorzystać z pomocy Alp, kreśli jego obraz przy użyciu wspomnień kilku drobnych gestów, preferencji i zachowań: najchętniej jadał makaron, jego ulubionym aktorem był Morgan Freeman, często rozpoczynał wypowiadane zdanie od w każdym razie.

Teoretycznie każda zmarła osoba powinna przypominać wysoki górski szczyt, być nie do zastąpienia. W praktyce jednak często jest inaczej: obiekty naszej miłości i przywiązania się zmieniają, a poczucie ich wyjątkowości okazuje się tylko iluzją. Chociaż mamy tendencję do myślenia o rzeczywistości w poetyckich kategoriach, sama rzeczywistość nie zawsze jest poetycka.


Roland Barthes (1915-1980)

Roland Barthes portret

Francuski filozof, krytyk literacki, przedstawiciel poststrukturalizmu. Wcześnie stracił ojca, wychowany przez matkę i ciocię. Ze względu na problemy zdrowotne (gruźlica) często przerywał studia na Sorbonie. Przez całe życie trzymał się na uboczu Akademii, pracując w Instytutach Francuskich we Francji, Rumunii i Egipcie, a także pisząc do magazynów Combat i Tel Quel.

Opublikował zbiór esejów pt. Mitologie, w których analizował systemy znaczeń przypisanych do codziennych wydarzeń, przedmiotów i czynów. Uważał, że w momencie publikacji każdy tekst zaczyna żyć własnym życiem, a pytanie co autor miał na myśli? okazuje się niepotrzebne. Z trudem przeżył śmierć matki, publikując Dziennik żałobny oraz analizując jej stare zdjęcie w Świetle obrazu. Potrącony przez ciężarówkę, zmarł po miesiącu w szpitalu.

Źródła: 
1. R. Barthes, Dziennik żałobny, przeł. K. M. Jaksender, Wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2019, s. 27, 55.
2. B. Pascal, Myśli, przeł. T. Żeleński (Boy), Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 2012, s. 118.
3. The New York Times [zdjęcie].

Nazywam się Jakub Walicki, jestem absolwentem studiów doktoranckich w Instytucie Filozofii UWr, copywriterem oraz miłośnikiem kina. Wpisy na blogu mają formę 1:1. Co tydzień omawiam w nich jeden filozoficzny wątek, wykorzystując jeden film jako ilustrację.

2 comments On Surrealizm śmierci [Alpy]

  • Rzecz która mi się rzuciła w oczy podczas oglądania tego filmu (do czego sam ten wpis mnie bardzo zachęcił) to to, że próbując zastąpić czyjąś podmiotowość człowiek popada w swoistą iluzję. Klienci Alp stawali się reżyserami tej iluzji, co dla mnie wyraźnie widać było w odgrywanych przez „aktorów” Alp sytuacjach. Oni sami musieli trzymać się surowego scenariusza, co widać w sytuacjach w jakiś stawiana była bohaterka Mont Rose, jak i tancerka (nie pamiętam imienia, ale poniosła konsekwencje za pomylenie wypowiedzi).
    Sami „reżyserowie” (mam na myśli osoby które skorzystały z usług Alp) doglądali rzetelności odgrywanych scen, zwracali uwagę „aktorom” i bywali w miejscach, w których sami nie powinni być – mam tu głównie na myśli scenę kiedy Mont Rose tańczyła przed chłopakiem zmarłej tenisistki. Odgrywane sytuacje przy tym mocno odbierałem jako udawane, czasem zresztą były powtarzane.
    I tak myślę, że choć podmiotowości kogokolwiek innego niż ja nie jestem w stanie doświadczyć, a choć ludzi widzę jako schematy zachowań, to jednak negowanie tej podmiotowości u innych może prowadzić zakrzywiania rzeczywistości, a przez to zdystansowania się do niej i nieumiejętności zrozumienia jej.
    Tu mogło by pewnie paść pytanie „czym jest rzeczywistość?”, ale na ten moment nie wiem jak sam sobie miałbym na to odpowiedzieć.

    • Dzięki za komentarz. Tak, to brzmi przekonująco. Niedługo zamierzam wrzucić wpis, w którym odwołuję się do Martina Bubera, jego książki „Ja i Ty”. Sądzę, że on zdecydowanie by się z Tobą zgodził, protestowałby przeciwko przekonaniom Pascala. Nie wiem, czy kojarzysz główne tezy tej książki: Buber utrzymywał, że czasami (chociaż rzadko) dochodzi między ludźmi do prawdziwych „spotkań”. W czasie takich spotkań samo głębokie spojrzenie w oczy, poczucie cudzej obecności, pozwala doświadczyć podmiotowości drugiego człowieka. To jest taka podmiotowość, która przekracza wszystkie schematy gestów i zachowań – to, co zostało pokazane w filmie Lanthimosa. Taka poza-schematyczna relacja międzyludzka to według Bubera właśnie relacja „Ja-Ty”. Nic więcej nie można o niej powiedzieć, poza tym, że w jej przypadku dochodzi do spotkania dwóch osób, dwóch podmiotów. Co do tego „zakrzywienia rzeczywistości” przez negowanie cudzej podmiotowości, to rzeczywiście: z perspektywy personalizmu, w dużej mierze Chrześcijaństwa, coś takiego mogłoby prowadzić nawet do moralnej katastrofy, totalitaryzmu, rozkwitu zła. Z drugiej strony możemy z moralnych pobudek fetyszyzować pojęcie „osoby”, wciąż obracając się wyłącznie w świecie własnych idei i wyobrażeń na temat cudzej podmiotowości, tak naprawdę nie mając do niej większego dostępu.

Leave a reply:

Your email address will not be published.

Site Footer

Sliding Sidebar